Niech rodzi się tolerancja... na wiosnę.
- Iwona Martynowska

- 5 kwi 2018
- 1 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 29 maj 2018
Jestem tolerancyjna. Akceptuję ludzi takimi, jacy są. Różnorodność charakterów mnie zachwyca. Brzmi ładnie, dźwięcznie, dumnie.. Ale czy aby na pewno taka jestem doskonała?
Jak często zdarza mi się szeroko otwierać oczy ze zdumienia nad tym jak żyje mój sąsiad? O której to wychodzi z niemowlakiem na spacer? Wieczorem? Gdy ciemno? A kuzyn, który ostatnio zakupy robi tylko w sklepach ze zdrową żywnością i na rodzinnym przyjęciu grzecznie odmawia pysznych, mięsnych potraw? Albo koleżanka w pracy, ciągle sama, ale za to z szansą na szybką karierę, bo pracuje „za dwóch”. Jakie emocje we mnie budzą spotkania z nimi? Zdziwienie, pogardę, złość, może zazdrość... Żadna z nich mi nie służy, nie wzbogaca mnie i nie wpływa pozytywnie na jakość mojego życia. Co ja tak naprawdę myślę o nich wszystkich? Toleruję - to pusty, nic nieznaczący frazes. Co myślę? Że powinno się….., że nie można tak….., że muszę…., że powinnam…..
A gdyby tak na wiosnę te wszystkie „ powinności” wyplenić z naszego języka, jak zeschniętą trawę z ogródka? Uzdrowić nieco myśli i przekonania na temat siebie czy innych ludzi? Wówczas odrodzi się po zimie wewnętrzny spokój, zadowolenie, radość a może nawet ekscytacja na widok tego, czego doświadczamy.
Bo to, co wpływa na nasze emocje, to nie sytuacja, której doświadczamy, ale to, co o niej myślimy.
Ile razy dziś pomyślałaś/powiedziałaś muszę, powinnam, nie może….?
Co tak naprawdę wówczas czułaś?
Czego chciałabyś w zamian?




Komentarze